W akademiku. Okres, gdy mieszkał z nami Maniek, a dokładniej rzecz ujmując: gdy ukrywałyśmy Mańka przed kierowniczką i portierkami, a cała brać studencka go wychowywała.
W drugim pokoju mieszkały dwa fajne Krasnale z 1. roku weterynarii. Do segmentu wchodzi ich kolega, Maniek hasa po kuchni, ja próbuję go zasłonić, "bo tu nie ma żadnego psa!"
Chłopak lekko zdziwiony moim przebieraniem nogami, gdy stałam w drzwiach kuchni i próbowałam nie dać wyjść Mańkowi: Cześć, ja do dziewczyn...
Ja: Cześć.
Ch: ...po psa...
Ja: Jakiego psa?
Ch: ...no bo one mają psa...
Ja: Tak?!
Ch: ...bo ja się dziurek chcę na nim nauczyć...
Ja: JAK TO?!
Ch: ...na anatomię...
Wychodzi któraś z dziewczyn: On po szkielet przyszedł, kości się uczymy.
I podaje mu jakąś plastykową atrapę.
Kamień z serca, a Maniek się posikał. Norma.
czwartek, 11 kwietnia 2013
środa, 10 kwietnia 2013
Zmierzch pesymizmu?
Słyszałem, że kiedyś Ola pisała fan-fic Zmierzchu. Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy?
Olu, to nie tak, że ja nie wierzę w Twoje zdolności pisarskie. Powiem więcej - pewnie byłaś lepsza, niż Meyer'owa. Ale nic nie poradzę, że mam takie dziwne skojarzenia? ;)
wtorek, 9 kwietnia 2013
Maniek
Były takie dwa tygodnie w życiu w akademiku, kiedy mieszkało z nami szczenie labradora - Maniek.
Maniek był po właścicielce troszku pojebawszy. (No przecież nie ja psa do akademika wzięłam, to Młodej zwierz...).
Młoda kuca i szuka czegoś w szafce, Maniek wczołgał się jej pod tyłek i próbuje z tej pozycji wstać.
Młoda: Głupi, ja sama ledwo dupę podnoszę, a ty chcesz go podnieść?
Maniek był po właścicielce troszku pojebawszy. (No przecież nie ja psa do akademika wzięłam, to Młodej zwierz...).
Młoda kuca i szuka czegoś w szafce, Maniek wczołgał się jej pod tyłek i próbuje z tej pozycji wstać.
Młoda: Głupi, ja sama ledwo dupę podnoszę, a ty chcesz go podnieść?
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Kulinarny bohater
Ola wróciła z pierwszego dnia stażu. Przywitaliśmy się radośnie i stwierdziliśmy, że przydałoby się coś zjeść. Padło na naleśniki, toteż przygotowałem ich z nadwyżką nieznaczną, acz widoczną.
Ja: "No weź zjedz jeszcze naleśniczka."
Ona: "Nie mogę, jestem najedzona."
Powyższy dialog powtarzał się parę(naście?) razy, aż w końcu przyszedł czas na obiad. Oczywiście jeden jedyny naleśnik, który leżał na talerzu był przeszkodą nie do pokonania (skonsumowania), co nie oznaczało, że luba nie chciała zrobić sobie dodatkowej kanapki z serkiem pleśniowym.
W końcu zlitowałem się nad naleśniczkiem i pomogłem mu spełnić jego (i moje) marzenie o zostaniu superbohaterem.
Przed Wami tajemniczy mściciel głodnych i niezdecydowanych, a także nietolerujących laktozy...
Ja: "No weź zjedz jeszcze naleśniczka."
Ona: "Nie mogę, jestem najedzona."
Powyższy dialog powtarzał się parę(naście?) razy, aż w końcu przyszedł czas na obiad. Oczywiście jeden jedyny naleśnik, który leżał na talerzu był przeszkodą nie do pokonania (skonsumowania), co nie oznaczało, że luba nie chciała zrobić sobie dodatkowej kanapki z serkiem pleśniowym.
W końcu zlitowałem się nad naleśniczkiem i pomogłem mu spełnić jego (i moje) marzenie o zostaniu superbohaterem.
Przed Wami tajemniczy mściciel głodnych i niezdecydowanych, a także nietolerujących laktozy...
niedziela, 7 kwietnia 2013
Podział marzeń
Leżymy w łóżku.
On: Tak sobie myślę, że chciałbym aby było już ciepło, wziąć cię za rękę, pójść na spacer, obejmować cię, rozmawiać... Takie męskie marzenia.
Ja: I gdzieś w parku seks uprawiać. Takie tam damskie marzenia.
On: Tak sobie myślę, że chciałbym aby było już ciepło, wziąć cię za rękę, pójść na spacer, obejmować cię, rozmawiać... Takie męskie marzenia.
Ja: I gdzieś w parku seks uprawiać. Takie tam damskie marzenia.
środa, 3 kwietnia 2013
Licytacja
Lany Poniedziałek. Wracam z rodzicami od babci, mama kieruje, tato po kilku kieliszkach siedzi obok, ja z tyłu. :(
Ja: Może byście zapieli pasy?
Tato radośnie: Będziemy jechać za 200 złotych!
Mama mniej radośnie: I za kolejne 200, bo nie mam prawo jazdy, bo nie wiedziałam, że mąż mi się napije.
Ja: To posadźcie od razu za kierownicą ojca, stać nas.
Tato: Stać nas.
Mama zwalniając: Wysiadajcie.
Ja: Może byście zapieli pasy?
Tato radośnie: Będziemy jechać za 200 złotych!
Mama mniej radośnie: I za kolejne 200, bo nie mam prawo jazdy, bo nie wiedziałam, że mąż mi się napije.
Ja: To posadźcie od razu za kierownicą ojca, stać nas.
Tato: Stać nas.
Mama zwalniając: Wysiadajcie.
Plany metkowe
Rozmawiam z W. o metku, który tuż tuż.
Ja: Ciekawe, ilu osobowe będą stoliki.
W: Zróbmy sobie dwu, bo ktoś się dosiądzie i zjebie nam imprezę!
Ja: Ciekawe, ilu osobowe będą stoliki.
W: Zróbmy sobie dwu, bo ktoś się dosiądzie i zjebie nam imprezę!
Plany na dziś
On: Mamy zamiar być dziś produktywni! Ty piszesz magisterkę...
Ja: A ty co?
On: ... Nie wiem.
Popatrzyłam w dół, a tam stoi!
Ja: Mam pewien pomysł.
On kierując się w stronę łazienki: Jaki?
Ja: Na odległość się nie da.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Herbaty?
14-letni Jego brat i Ich mama.
Brat znad komórki: Mamooo, zrobisz mi herbaty?
Mama nagannie: [Imię brata]!
Brat przymilnie: Mamo, zrobić ci herbaty?
Mama: Nie, piłam przed chwilą.
Brat smutno: To sam sobie zrobię herbaty...
Brat znad komórki: Mamooo, zrobisz mi herbaty?
Mama nagannie: [Imię brata]!
Brat przymilnie: Mamo, zrobić ci herbaty?
Mama: Nie, piłam przed chwilą.
Brat smutno: To sam sobie zrobię herbaty...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
