W akademiku. Okres, gdy mieszkał z nami Maniek, a dokładniej rzecz ujmując: gdy ukrywałyśmy Mańka przed kierowniczką i portierkami, a cała brać studencka go wychowywała.
W drugim pokoju mieszkały dwa fajne Krasnale z 1. roku weterynarii. Do segmentu wchodzi ich kolega, Maniek hasa po kuchni, ja próbuję go zasłonić, "bo tu nie ma żadnego psa!"
Chłopak lekko zdziwiony moim przebieraniem nogami, gdy stałam w drzwiach kuchni i próbowałam nie dać wyjść Mańkowi: Cześć, ja do dziewczyn...
Ja: Cześć.
Ch: ...po psa...
Ja: Jakiego psa?
Ch: ...no bo one mają psa...
Ja: Tak?!
Ch: ...bo ja się dziurek chcę na nim nauczyć...
Ja: JAK TO?!
Ch: ...na anatomię...
Wychodzi któraś z dziewczyn: On po szkielet przyszedł, kości się uczymy.
I podaje mu jakąś plastykową atrapę.
Kamień z serca, a Maniek się posikał. Norma.
A co u J. i A.? Edka
OdpowiedzUsuńŻyją. ;-)
OdpowiedzUsuńNadal pałamy do siebie gorącym uczuciem, jednakże studia się kończą, spotkania są coraz rzadsze, ale kontakt nadal regularny, więc pojawią się tu z pewnością.:-)